Kulturalny Człowiek

Zabawy formą, czyli ponoć unikatowa książka

„Illuminae” Amie Kaufman i Jaya Kristoffa to ciekawa próba wyjścia poza utarte schematy prozy, przynajmniej w formie wizualnej. Czy próba udana?

Aby wydać powieść „Illuminae” w Polsce, wydawnictwo Otwarte zdecydowało się na pionierski krok: połączyli przedsprzedaż z crowdfundingiem, by w ramach zbiórki zebrać trzydzieści tysięcy złotych i móc przygotować książkę Jaya Kristoffa i Amie Kaufman na najwyższym edytorskim poziomie. To był sukces: prawie trzy tysiące osób wpłaciło blisko sto tysięcy złotych, co doskonale pokazało, że mamy w naszym kraju grupę czytelników i czytelniczek chcących doświadczać książek także w innej, „nie podstawowej” formie. Przy okazji był to także test dla internetowych zbiórek organizowanych przez wydawców bojących się inwestować setki tysięcy złotych w ryzykowne projekty: teraz już wiedzą, że przynajmniej mogą próbować.

Całe to zamieszanie spowodowane było faktem, iż Kristoff i Kaufman w swojej historii bardzo eksperymentowali z formą, więc książka pełna jest zdjęć i grafik, co znacznie podniosłoby koszty druku. Akcja powieści rozgrywa się głównie na pokładzie statków kosmicznych, bohaterowie porozumiewają się przez komunikatory, nie brakuje kosmicznych bitew, w „Illuminae” za to bardzo mało jest klasycznej prozy, zamiast tego mamy zrzuty z chatów, fragmenty dokumentów czy symulację interfejsu Sztucznej Inteligencji.

Wszystko to jednak para w gwizdek. Trzeba przyznać, że „Illuminae” prezentuje się efektownie, ale dla samej opowieści nie ma to szczególnego znaczenia, bo w absolutnej większości przypadków mowa tylko o ozdobnikach do tekstu. Ledwie kilka razy zdarzają się sceny, w których grafika i tekst łączą się udanie, wzmacniając treść – choćby w opisach kosmicznych bitew, bo podkreślają ich chaos. W przypadku wspomnianego SI jednak efekt jest kuriozalny, bo czy na pewno linijki zwykłego tekstu mają oddać proces myślowy takiej maszyny?

„Illuminae. Illuminae Folder_01” (to pierwszy tom opowieści, choć dosyć samodzielny) to więc po prostu całkiem udana rozrywkowa powieść fantastycznonaukowa, która faktycznie wyróżnia się warstwą graficzną i pobudza wyobraźnię odbiorcy. Jednocześnie jednak nie wychodzi poza poziom książki z ilustracjami, bo większość pomysłów sprowadza się do zabawy czcionką. Można więc pochwalić podjętą próbę, jednakże autorzy nie przeskoczyli zawieszonej przez samych siebie poprzeczki.

Next Post

Previous Post

© 2018 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén