Kulturalny Człowiek

„Wiedźmin” jako światowy fenomen

Serial „Wiedźmin” jeszcze wzmocnił pozycję najsławniejszego bohatera polskiej popkultury. A świat w prozie Sapkowskiego odnalazł wszystko, czego oczekiwał od współczesnej fantasy.

Mówi się już o tym: „efekt Netflixa”. Po premierze serialu „Wiedźmin” książki Andrzeja Sapkowskiego szturmują listy bestsellerów w Stanach, on sam w rankingach popularności wyprzedza J.K. Rowling, a gra „Wiedźmin 3: Dziki Gon” osiąga wyniki nienotowane od dnia premiery. Nawet Elon Musk nuci „Toss a coin to your Witcher…”, czyli (w polskiej wersji) „Grosza daj wiedźminowi” – jego tweet z 10 stycznia wskazywał na to, że i jemu spodobała się serialowa piosenka skomponowana przez Sonyę Belousovą i Gionę Ostinellego.

Jeszcze przed 20 grudnia 2019 roku, a więc dniem premiery w serwisie Netflix pierwszego sezonu serialu „Wiedźmin”, nazwisko Andrzeja Sapkowskiego było rozpoznawalne na całym świecie. Książki Polaka do trzeciego kwartału 2019 r. przełożono na 37 języków, dostępne były w 80 krajach, sprzedano ich ponad 15 mln egzemplarzy. Nie można również nie wspomnieć o sukcesie wcześniejszej adaptacji prozy Sapkowskiego, serii gier „Wiedźmin” produkcji studia CD Projekt Red, którą kupiło już ponad 40 mln graczy. Był to więc międzynarodowy fenomen popkulturalny na długo zanim Lauren Hissrich namówiła Netflixa na anglojęzyczną ekranizację historii Białego Wilka. Nawet jeszcze zanim Tomek Bagiński zdołał przekonać Sapkowskiego do kolejnej ekranizacji.

Jednak nawet jeśli wziąć to wszystko pod uwagę, obecna fala popularności Geralta będzie czymś wyjątkowym. Sam serial był, wedle danych Netflixa, drugim najchętniej oglądanym na tej platformie serialem 2019 roku – po „Stranger Things 3”. I to mimo premiery pod sam koniec grudnia. Firma analityczna Parrot Analytics podała natomiast, że pod koniec roku „Wiedźmin” zdetronizował produkcję „The Mandalorian” kanału Disney+ w rankingu najpopularniejszych seriali na świecie. Danych o oglądalności serialu w Polsce brak, ale wiele powiedzieć mogą nam statystyki serwisu Netflix w grudniu. Zgodnie z informacjami z panelu Gemius/PBI z miesiąca na miesiąc Netflix zanotował wzrost liczby realnych użytkowników aż o 1,57 mln (co w sumie dało 5,3 mln). Jedyną naprawdę dużą premierą serwisu w tym czasie był właśnie „Wiedźmin”.

Nakład wyczerpany

Przełożyło się to również na popularność samych książek – „The Last Wish” (czyli „Ostatnie życzenie”, pierwszy zbiór wiedźmińskich opowiadań, z których czerpie fabuła serialu) to w pierwszej połowie stycznia najchętniej kupowana książka na amerykańskim Amazonie. W 27 lat po premierze w Polsce i ponad dekadę pod pierwszym wydaniu w USA. Sapkowski okupuje zaś szczyt listy najpopularniejszych autorów – wyprzedza J.K. Rowling, Lee Childa czy Stephena Kinga. Na liście bestsellerów „New York Timesa” „The Last Wish” debiutowało 12 stycznia od razu na czwartym miejscu, tuż za „Instytutem” Kinga, a tydzień później było już trzecie.

Wyniki mogłyby być nawet lepsze. Problem w tym, że amerykański wydawca Sapkowskiego, Orbit, nie nadąża z drukiem. W opublikowanym niedawno oświadczeniu czytamy: „Sprzedaż wszystkich ośmiu książek z serii rosła stabilnie w ciągu minionego roku […] Po premierze serialu sprzedaż wzrosła fenomenalnie we wszystkich formatach – druk, ebook, audio – w związku z czym amerykański oddział Orbit przygotowuje dodruk ponad 500 tys. egzemplarzy, by sprostać niezwykłemu zapotrzebowaniu”. Wydawca zauważa też, że „obecnie książki mogą nie być wszędzie dostępne” i zapewnia, że pracuje ciężko, by to zmienić. Największy problem jest rzecz jasna ze zbiorem „The Last Wish”, na którym w dużej mierze bazuje pierwszy sezon serialu.

Podobnie jest na całym świecie. – Jaki to ekscytujący czas! – rozpoczyna naszą rozmowę Patricia Pasqualini, która od blisko 20 lat jest międzynarodową agentką Andrzeja Sapkowskiego. – W niektórych krajach sprzedaż książek o wiedźminie wzrosła dziesięciokrotnie, a nawet bardziej.

Wygląda również na to, że Sapkowski bardzo zbliży się do Stanisława Lema na czele listy najczęściej przekładanych polskich pisarzy (45 przełożonych książek) – do 37 wcześniejszych tłumaczeń tekstów autora „Wiedźmina” dołączyć mają bowiem nowe. – W ostatnim czasie silne zainteresowanie „Wiedźminem” wyrazili wydawcy ze Sri Lanki, Tajlandii, Wietnamu, Libanu, Słowenii i Macedonii – mówi Pasqualini. Z kolei ci wydawcy, którzy już wcześniej publikowali przygody Geralta, w 2019 r. przygotowali kilkanaście nowych edycji, w tym kolekcjonerskich, a 2020 r. ukazać się mają kolejne.

Również polska SuperNowa z okazji premiery serialu odświeżyła szatę graficzną wszystkich ośmiu książek o wiedźminie. Poserialowa gorączka nie ominęła również Polski, gdzie zdawałoby się „Wiedźmin” ma taką pozycję, że każdy, kto mógł się zainteresować przygodami Geralta, już to zrobił. Tymczasem wydawca Andrzeja Sapkowskiego zdradza, że w grudniu sprzedało się tyle książek o wiedźminie, co przez wcześniejsze 11 miesięcy roku. Liczba słuchaczy wiedźmińskich audiobooków na platformie Storytel wzrosła, zależnie od tytułu, o 200-300 proc. z miesiąca na miesiąc. W tamtejszym top 20 najpopularniejszych audiobooków na początku stycznia można było znaleźć ledwie cztery książki nienapisane przez Sapkowskiego.

Autor w cieniu bohatera

Wygląda na to, że widzowie doskonale zdawali sobie sprawę, że serial Netflixa jest ekranizacją i kto jest autorem tych książek. Choć niekoniecznie dowiedzieli się o tym z ekranu – w samym serialu nazwisko Sapkowskiego pojawia się w napisach końcowych (serial nie ma klasycznej czołówki, tylko plansze tytułowe), po showrunnerce, obsadzie i najważniejszych producentach… a więc mniej więcej wtedy, gdy netflixowy mechanizm włączania kolejnego odcinka tnie napisy i automatycznie przeskakuje dalej. Informacja o książkach pojawia się wprawdzie w zwiastunach „Wiedźmina”, brakuje tam jednak nazwiska Polaka, a zamiast tego jest ogólna formułka: „Based on international bestselling book series”. Podobnie nie można się go było dopatrzeć na promujących serial plakatach – wyjątkiem te polskie, gdzie nazwisko Sapkowskiego było bardzo wyraźnie eksponowane.

Rozgłos samym książkom w dużej mierze zapewnili więc ci, którzy książki czy gry znali już wcześniej. A pomogła… zawiła struktura serialu, gdzie początkowo niejasne są relacje czasowe głównych wątków – skonfundowani widzowie zwracali się po pomoc do sieci, a tam już czekały potrzebne informacje. Media przez dłuższy czas żyły głównie „tłumaczeniem” chronologii w serialu, w swoich publikacjach odwołując się do książek.

Serwis nie chciał bynajmniej Sapkowskiego „ukryć” – przygotowano materiały wideo o jego wizycie na planie w Budapeszcie, a także o świecie wiedźmina, czyli Kontynencie, przede wszystkim zaś twórcy i obsada uparcie wspominali książki i ich autora niemal przy każdej okazji. Sapkowskiemu pomógł fakt, że jego proza podbiła serce Henry’ego Cavilla, odtwórcy roli Geralta. Ten Białego Wilka poznał dzięki grze „Wiedźmin 3: Dziki Gon” – to za jej sprawą walczył o rolę w serialu – później jednak zakochał się w książkach. Cavill, gwiazda światowego formatu (ekranowy Superman), nagrał nawet wideo, w którym czyta fragment jednego z wiedźmińskich opowiadań. Zachwalał je też w programie Jimmy’ego Kimmela, jednym z najpopularniejszych talk-showów w Stanach.

Pewnie można było nazwisko Sapkowskiego eksponować mocniej. Ale sam autor nie wydawał się tym szczególnie zainteresowany. W wywiadzie dla miesięcznika „Nowa Fantastyka”, pytany o swoje zaangażowanie w produkcję serialu, potwierdził, że wszystko zależało wyłącznie od niego i dodał: „[…] z wrodzonego lenistwa – zadbałem, by nie był to stopień przesadnie duży”. Odsuwając na bok żarty, pełniejsze wytłumaczenie ograniczonego zaangażowania pisarza w adaptację znajdziemy jednak w innej wypowiedzi z tego samego wywiadu: „Wielokrotnie mówiłem – i zdania nie zmienię – że twórcy adaptacji dzieł literackich na inne media mają prawo być twórcami suwerennymi, o nieograniczonym prawie do twórczej swobody. W szczególnym zaś w przypadku adaptacji filmowej idee adaptatorów mogą – a nawet muszą – różnić się od moich, tworzonych piórem”.

Ponad trzy dekady kariery Andrzeja Sapkowskiego dość jasno pokazują, że grzanie się w światłach reflektorów czy status celebryty raczej go nie interesują. „Nie jestem wrażliwy na takie sprawy” – mówił, zapytany, czy jest gotowy na ewentualny sukces serialu. Czym różni się choćby od George’a R.R. Martina, który twarzą serialu „Gra o tron” stał się na własne życzenie – pisał scenariusze wybranych odcinków, przy okazji premier kolejnych sezonów udzielał mnóstwa wywiadów oraz odwiedzał w zasadzie wszystkie najważniejsze amerykańskie talk-showy. Sapkowski przed premierą „Wiedźmina” wywiadów udzielił magazynowi „People” i „Nowej Fantastyce”, a na warszawskiej uroczystej premierze „Wiedźmina” z udziałem Lauren Hissrich, Tomka Bagińskiego i obsady się nie pojawił.

Sapkowski generalnie jako twórca o mało rzeczy zabiega, raczej już wybiera spośród przedstawianych mu propozycji. Stąd, mimo swojej pozycji i trzymania w rękach wydaje się jedynej polskiej franczyzy popkulturalnej o międzynarodowej rozpoznawalności, przez lata nie obrósł, jak inni, armią asystentów, agentów i menagerów. Niezmiennie pracuje z SuperNową i Patricią Pasquelini, a zarządza sam sobą.

33 lata po debiucie

Co te powstające 20-30 lat temu historie mają do zaoferowania współczesnemu miłośnikowi literatury fantasy, nowym rzeszom czytelników? Paradoksalnie – bardzo wiele z tego, co obecnie u twórców tego gatunku uchodzi na nowoczesne, a wręcz postępowe.

Zwłaszcza Ciri, czyli księżniczka, która wyrasta na wojowniczkę, która de facto jest główną bohaterkę pięcioksięgu, a nawet ma romans z inną dziewczyną, jest jak żywcem wyjęta z książek Katherinne Arden („Niedźwiedź i słowik”), Christelle Dabos („Zimowe zaręczyny”) czy V.E. Schwab („Mroczniejszy odcień magii”) – z opowieści o młodych kobietach walczących o swoje miejsce w patriarchalnych społeczeństwach. Nurt „fantastyki kobiecej”, rozumianej jako pisanej o kobietach, z kobiecej perspektywy (i najczęściej przez kobiety), to jedno z ważniejszych zjawisk na tym literackim poletku. Sapkowski, z takimi bohaterkami jak Ciri właśnie, ale również Yennefer, Nenneke, Milva, Calanthe czy Renfri, śmiało stawać może obok Marie Brennan, z jej wspaniałym cyklem o charyzmatycznej Lady Trent, albo polskich koleżanek po piórze: Marty Krajewskiej (inspirowany słowiańskimi wierzeniami cykl „Wilcza dolina”, którego bohaterka, Venda, przejmuje rolę obrońcy osady) czy Aleksandry Janusz (seria „Kroniki Rozdartego Świata” o magiczkach-naukowczyniach).

Bohaterom „Wiedźmina” blisko również do postaci z książek bestsellerowych autorów jak Joe Abercrombie (ulubiony współczesny pisarz Sapkowskiego) czy Peter V. Brett. Ich specjalnością jest tworzenie całych zastępów bohaterów i bohaterek, których siła charakteru i rola w opowieściach w żaden sposób nie zależy od płci. W tym również proza Andrzeja Sapkowskiego podobna jest do „Pieśni Lodu i Ognia” George’a R.R. Martina, czyli pisarza, którego książki są dla czytelników na całym świecie standardem współczesnego fantasy. Wprawdzie generalnie nie stawiałbym „Wiedźmina” obok historii z Westeros – jako opartych na zupełnie różnych wrażliwościach i skrajnie odmiennych warsztatowo – niemniej obaj autorzy tworzą uniwersalne opowieści o władzy i jej mechanizmach, bez czarno-białych podziałów, w obsadzaniu „głównych ról” chętnie i często wychodzą natomiast poza standardowy zestaw męskich bohaterów. Ciekawostką jest fakt, że Sapkowski i Martin są przy tym rówieśnikami (urodzili się w roku 1948). Polak pierwszą opowieść w swoim najsłynniejszym cyklu opublikował w 1993 r., a Amerykanin – trzy lata później.

AS wyprzedza czas

Sapkowski prawdziwie wyprzedzał swoje czasy również na wielu innych polach. Przykładem temat ekologii w „Wiedźminie”, naszego wpływu na świat, relacji z przyrodą, wyniszczającej natury człowieka, posunięty dużo dalej niż np. u Tolkiena. Polski autor wkładał w usta Geralta wiele rozważań choćby na temat umiarkowanego czerpania z zasobów odnawialnych przyrody. I to jest temat obecnie chętnie podejmowany, w fantastyce wręcz mówić można o fali climate fiction.

Wreszcie jest i to, co w opowieściach o wiedźminie wybrzmiewa najsilniej – pokazanie rasizmu i ksenofobii, obrzydliwego oblicza człowieka (i niekiedy innych ras). Sapkowski już w opowiadaniach zaczął pochylać się nad kwestią uprzedzeń, strachu wynikającego z niezrozumienia, ksenofobii. Wykorzystanie w opowieściach o Geralcie napięć na przykład między ludźmi a elfami do mówienia o problemach naszego świata to coś, co na przykład w filmach i serialach dopiero zaczyna świtać większej ilości twórców – przykładami „Bright” w reżyserii Davida Ayera, albo serial „Carnival Row” produkcji Amazona, opowiadający o rasizmie, kryzysie imigranckim i wiążącej się z nim ksenofobii i przemocy. Główny nurt fantastyki i tu goni Sapkowskiego. Choć anglosaski czytelnik poznał go późno – stąd przy pierwszym anglojęzycznym wydaniu pierwszego zbioru opowiadań zdarzały się recenzje zarzucające Polakowi „ściąganie” do Abercrombiego, bez zwracania uwagi na fakt, że Brytyjczyk pierwszą powieść wydał równo 20 lat po debiucie Geralta z Rivii.

Netflix jednak nie bez powodu postawił właśnie na „Wiedźmina” – chyba każdy producent seriali szuka obecnie fantasy ze sporą dawką brutalnego realizmu, mniejszym i większym złem, silnymi postaciami kobiecymi (co pozwala poszerzyć grupę docelową), najlepiej odwołującego się do tego, co trapi nasz świat na początku trzeciej dekady XXI wieku. A wszystko to znaleźć można w historiach spisanych przed trzema dekadami ręką Polaka.

Pozostaje też mieć nadzieję, że nowe zamieszanie wokół „Wiedźmina” i nowe rzesze odbiorców jego twórczości zmotywują autora do ponownego sięgnięcia po pióro. Pytany o dalsze plany literackie w kontekście tych nowych sukcesów, odpowiadał na razie w swoim stylu: „Może. Pożyjemy, zobaczymy”. Obyśmy coś jeszcze przeczytali i w coś zagrali (CDP i Sapkowski podpisali ugodę, w planach kolejne gry z serii), na razie z pewnością pooglądamy – drugi sezon serialu planowany jest na rok 2021.

WIEDŹMIŃSKIE KALENDARIUM

1986 r. (grudzień) – druk opowiadania „Wiedźmin” w „Fantastyce”. Tekst zajął w konkursie literackim miesięcznika dopiero trzecie miejsce, ale w głosowaniu czytelników wygrał, zdobywając aż 46 proc. głosów

1992 r. – pierwszy przekład na język obcy – czeskie wydanie „Ostatniego życzenia”. „Zaklínač”, jak wiedźmina nazywają nasi południowi sąsiedzi, otwiera drogę do wielkiej popularności w tym kraju nie tylko Sapkowskiemu, ale generalnie polskiej fantastyce

1993 r. – publikacja komiksu „Wiedźmin”, ze scenariuszem Macieja Parowskiego i rysunkami Bogusława Polcha (obaj już nie żyją, drugi zmarł 2 stycznia br.). To na rysunkach Polcha opierano wygląd bohaterów polskiego filmu z roku 2001.

1997 r. – Sapkowski odbiera Paszport POLITYKI za „cykl powieści i opowiadań, za umiejętność prowadzenia inteligentnej zabawy z czytelnikiem”. To pierwsze i dotychczas jedyne takie pozaśrodowiskowe wyróżnienie dla polskiego fantasy.

2001 r. – premiera polskiego filmu pełnometrażowego „Wiedźmin”, powstałego na bazie 13-odcinkowego serialu, który wyemitowany został rok później. Mimo krytycznych recenzji, film wpływa na wzrost sprzedaży książek i rozpoznawalności samego Sapkowskiego.

2007 r. – angielskie wydanie zbioru „Ostatnie życzenie”. Na rynku angielskim Sapkowski zostanie uhonorowany później nagrodami David Gemmell Award i World Fantasy Award.

2007 r. – premiera (pierwszej z cyklu) gry „Wiedźmin” produkcji studia CD Projekt Red. Sapkowski nie wierzył w jej sukces, zrażony wcześniejszą nieudaną próbą innego studia.

2015 r. – premiera gry „Wiedźmin 3: Dziki Gon”. Prawdziwy wybuch popularności gier o Geralcie, ponad 20 mln sprzedanych egzemplarzy tylko tego tytułu.

2017 r. – premiera musicalu „Wiedźmin” w Teatrze Muzycznym im. Danuty Baduszkowej w Gdyni. W naszej recenzji chwaliliśmy muzykę, choć całość pozostawiała pewien niedosyt.

2019 r. (grudzień) – premiera serialu „Wiedźmin” produkcji Netflixa.

Artykuł pierwotnie ukazał się w tygodniku „Polityka”.

Next Post

Previous Post

© 2020 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén