Kulturalny Człowiek

„Mister Miracle” to arcydzieło

Tom King pisał komiks „Mister Miracle” jako odpowiedź na Amerykę ery Trumpa. Nie wyszło mu. Otrzymaliśmy opowieść o wiele bardziej uniwersalną, a przez to lepszą.

„Mister Miracle” jest dla komiksów superbohaterskich tym, czym „Joker” w reżyserii Todda Philipsa dla kina o komiksowych herosach. Fabuła wedle scenariusza Toma Kinga rozgrywa się w uniwersum Batmana, Supermana i Wonder Woman, jest tworzona ze świadomością konwencji i historii tych postaci, stanowi jednak opowieść samodzielną, przede wszystkim wyzwoloną z ograniczeń konwencji czy nawet nacisków korporacyjnych, zgodnie z którymi nowa opowieść o Batmanie ma nie tyle być dobrą historią, ile podtrzymywać atrakcyjność innych produktów, jak zabawki.

To zresztą coś w świecie wielkich wydawnictw komiksowych powszechnego – artystyczną wolność w pracy dla nich osiąga się, albo gdy firma jest w tak złej kondycji, że nie ma już nic do stracenia (fabuły Marka Millara dla Marvela), albo gdy opisywani bohaterowie są nierozpoznawalni, więc to, co się z nimi dzieje, nie ma żadnego wpływu na kontrakty z wytwórniami filmowymi i serialowymi czy z producentami gadżetów. Z takiej swobody korzystali Alan Moore przy „Strażnikach” (stworzył własnych bohaterów, ponieważ DC nie pozwoliło mu użyć już istniejących) i Neil Gaiman pracujący nad „Sandmanem”. Podobnie Tom King, gdy opowiada o swojej pracy nad serią „Batman” (wydane również w Polsce tomy, których kulminacją był ślub Mrocznego Rycerza z Kobietą-Kotem), wspomina o zadowalaniu szerokiego odbiorcy i kompromisach, ale już pytany o „Mister Miracle”, mówi o ambicjach artystycznych.

PEŁEN TEKST RECENZJI W SERWISIE DWUTYGODNIK.COM

Next Post

Previous Post

© 2020 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén