Kulturalny Człowiek

„Łotr 1” na Blu-ray nie odkrywa wszystkich kart

Gwiezdnowojenny film Garetha Edwardsa, co jest powszechną wiedzą, w końcowej fazie produkcji przeszedł olbrzymie zmiany – wyciętych zostało mnóstwo scen, zdecydowano się na inny finał. Szkoda, że materiały dodatkowe na Blu-ray całkowicie pomijają ten aspekt powstawania filmu.

Obejrzyjcie film „Łotr 1”. Przede wszystkim dlatego, że warto i jest to naprawdę udana odsłona sagi „Star Wars”, oszałamiająco piękna wizualnie, prezentująca inne, mroczne podejście do opowieści. No i ma K-2SO. Obejrzyjcie jednak ten film po to, by następnie porównać to, co zobaczyliście ze licznymi zwiastunami produkcji, które wciąż znajdziecie w sieci. Ba!, po napisach końcowych zmieńcie płytę w Blu-rayu, włóżcie tę drugą, z materiałami dodatkowymi, i tam zwróćcie uwagę zwłaszcza na pokazane urywki scen z Jyn Erso, główną bohaterką. Co dostrzeżecie?

Trailery zapowiadały nam w dużej mierze inny film, niż dostawaliśmy – mnóstwo, mnóstwo scen, którymi reklamowano nam „Łotra” ostatecznie do skończonego obrazu nie trafiło, co najwyraźniej widać jeżeli chodzi o trzeci akt, a więc akcję na Scarif. Bo film Edwardsa ma dwa zakończenia: to pokazywane w kinach, ponure, i to nakręcone początkowo, bardziej optymistyczne. Nawet grafika otwierająca ten artykuł, będąca jednym z głównym obrazów promujących „Łotra”, jest już myląca, bo takiej sceny w filmie po prostu nie ma.

Czy to coś złego, fakt, że (częściowo) co innego widzimy w zwiastunach, a co innego w kinie? Nie. To naturalny proces – teasery i trailery pojawiają się bardzo wcześnie, na długo przed końcem zdjęć, miesiące przed finalnym montażem, w którym przecież wiele się zmienia, wiele scen wypada (standard to kręcenie kilku godzin scen więcej, niż trafi do filmu). W przypadku „Łotra” nieco zaskakuje skala zmian, bo jednak mamy tu do czynienia z fundamentalnym przemontowaniem/zmianą wydźwięku całego aktu trzeciego. Niemniej – trzeba zrozumieć, że kręcenie filmu to proces i reżyser musi móc zmieniać zdanie, podobnie zresztą płacące za cały ten cyrk studio.

W gotowym filmie Jyn nie biegła z dyskiem z planami przez plażę, tymczasem oto kadr z jednego ze zwiastunów.

Dlaczego jednak na wydanie Blu-Ray „Łotra” możemy narzekać? Bo zawarte na dodatkowej płycie materiały z planu i wywiady w zasadzie całkowicie ten niesamowicie istotny element produkcji pomijają. Kuriozalnym jest, gdy Felicity Jones opowiada nam w dokumentach z planu zdjęciowego o swojej pracy, o przygotowaniach do kręcenia wielu scen… a my widzimy, że mowa przede wszystkim o ujęciach, które do filmu nie trafiły! I nikt o tym nie wspomina?

Zmiany w „Łotrze” z pewnością wyszły na linii Edwards-Disney, zapewne z inicjatywy tych drugich. Tylko dlaczego jest to powód do wstydu, sprawa-o-której-nie-rozmawiamy-w-towarzystwie? O ileż lepiej byłoby tu granie w otwarte karty, zamiast bagatelizowania skali zmian, i pokazanie nam całego procesu, jako niesamowitej filmowej ciekawostki.

Choć i bez tego „Łotr” na Blu-ray się broni. Raz – i co jest najważniejsze – ten film broni się przy powtórnym oglądaniu, lepiej nawet niż „Przebudzenie Mocy”. Dwa – nawet te „niepełne” materiały dodatkowe, przemilczające tak wiele, oferują nam spojrzenie za kulisy Disneya i procesu kręcenia bodajże najważniejszej popkulturalnej sagi filmowej naszych czasów.

Next Post

Previous Post

© 2019 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén