Kulturalny Człowiek

Ile naprawdę zarabiają pisarze i pisarki?

Głośne zestawienie najlepiej zarabiających ludzi pióra w Polsce, według tygodnika „Wprost”, skierowało uwagę czytelników na finanse pisarek i pisarzy. Oraz wywołało dyskusję co do prawdy w przedstawionych tam liczbach. Poniżej o swoich zarobkach opowiadają bezpośrednio zainteresowani.

Ranking „Najlepiej zarabiający polscy pisarze 2019” miał u swoich podstaw pewne założenia. Odsuwając na bok same liczby sprzedanych egzemplarzy, założono, że od ceny brutto książki jej autor/autorka zarabia 5%. Uznano też, że na zarobki ludzi pióra składają się wyłącznie przychody ze sprzedanych książek. Nie pasuje to do faktów na temat rzeczywistości polskiego rynku książki, o czym zaraz po publikacji „Wprostu” wypowiadało się wiele osób, które w tym rankingu się znajdowały.

Zresztą, nie trzeba było być Blanką Lipińska czy Olgą Tokarczuk, by zauważyć fundamentalne błędy w metodzie „Wprostu”. Weźmy chociażby wspomniane 5% od ceny brutto książki, jako daną uśrednioną. Jest ona skrajnie błędna i wypacza znacząco taki ranking. Trudno sobie wyobrazić, by podobną stawkę jak inni miał na przykład Rafał Kosik, który nie tylko swoje książki pisze, ale również sam je wydaje, przygotowuje do nich okładki, a jego redaktorką jest jego żona – oczywistym jest, że w jego przypadku zysk od egzemplarza jest nieporównywalnie większy. Podobnie bez wahania można założyć, że Andrzej Sapkowski, którego „Wiedźmin” wchodzi w kolejne już wydanie i sprzedał się w kilku milionach egzemplarzy, od dostępnych obecnie na rynku dodruków ma dużo większy procent, jako że choćby koszty wydawcy są o wiele mniejsze.

Nie wolno również pomijać czegoś takiego jak przychody ze sprzedanych praw do adaptacji książek (mowa tu o dziesiątkach czy setkach tysięcy złotych od tytułu, a niektórzy twórcy sprzedali przecież ostatnio po kilka). Ani z innych ważnych źródeł, jak choćby spotkania autorskie.

Poniżej przestawiam więc zestawienie informacji z pierwszej ręki, od autorów i autorek. Dane te, ze względu na ich charakter, prezentowane są anonimowo. Zostały one zebrane od kilkunastu twórców, zarówno od autorów ogólnopolskich bestsellerów, jak i takich, którzy sprzedają po kilka-kilkanaście tysięcy egzemplarzy. Przedstawiają one różne źródła (potencjalnych) przychodów twórców.

Sprzedaż książek

Wynagrodzenie za książki rozliczane jest z pomocą procent od ceny książki. Według „Wprostu” – od ceny okładkowej brutto. Według „Wprostu” jest to 5%.

Tymczasem w umowach używa się przeważnie zwrotu „cena zbytu” albo procent od „zysku wydawcy” ewentualnie „cena wydawcy”. (Dodatkowo, procenty takie nie są stałe – częsty jest zapis, że rosną one wraz ze wzrostem nakładów, np. powyżej 10 czy 20 tys. egzemplarzy.) Tylko jedna z pytanych przeze mnie osób wspominała o „cenie okładkowej”, podając jednak, że obowiązujące ją stawki to 10-15%.

Pozostali pisali:

  • „Zaczynałam od bodajże 10% (debiut), obecnie progi to 15-16% za książkę dziecięcą oraz progi 16-17% za książkę dorosłą. Za ebooka 25%. Procent liczony od zysku wydawcy”;
  •  „Jako autor otrzymuję obecnie 12-15%, w zależności od przekroczenia pewnych progów sprzedaży. W przypadku pierwszej książki miałem niekorzystny zapis o 10% od zysku wydawcy”;
  • „Przy pierwszej książce: 10% brutto od ceny zbytu. Obecnie: 15% od ceny zbytu dla książki papierowej oraz audiobooka na CD”;
  • „Liczy się cena hurtowa wydawcy. Dostaję z tego około 17%. W przypadku ceny okładkowej wychodzi około 7-8% (a więc znacznie wyżej niż 5%, które policzył >>Wprost<<)”.

Takie procenty następnie odlicza się od bezzwrotnej zaliczki, co oznacza, że autor/autorka dodatkowe pieniądze otrzyma, gdy zaliczka się „przepali”, a więc przekroczy tę kwotę. Jeżeli więc ktoś przy podpisaniu umowy otrzyma 10 000 zł, a w rozliczeniu przychodów od ceny zbytu wyjdzie 11 000 zł, to drugi przelew opiewał będzie na 1000 zł. Jeżeli natomiast książka „zarobi dla autora” 9000 zł, autor nie zwraca niczego z pierwszej zaliczki.

Oczywiście, zdarza się, że zaliczek wydawca nie wypłaca (rzadka sytuacja), albo wypłaca symboliczne 1000 czy 3000 zł. Przy nakładach 5000 egzemplarzy i wyżej można już jednak rozmawiać o zaliczkach w okolicy 10 000 zł.

I na koniec refleksja od jednego z autorów: „Uważam, że autor za egzemplarz powinien dostawać około 2 zł, i ta kwota powinna rosnąć wraz z rosnącą sprzedażą. I w tej sytuacji, na podstawie mojej znajomości rynku, szacuję, że przy tej sprzedaży Remigiusz Mróz powinien zarobić około 4 mln zł, a nie te marne 1,8 mln.” Wedle formuły wyliczeń „Wprostu”, Mróz zarabia 1,34 zł od egzemplarza.

Adaptacje

Na polskim rynku książki normą staje się już jednak, że poczytni autorzy i autorki liczyć mogą na ekranizacje swoich książek. Pilch, Żulczyk, Twardoch, Tokarczuk, Mróz, Miłoszewski, Chmielarz, ostatnio Jakub Małecki, którego „Horyzont” zaadaptuje Bodo Kox – to tylko kilka przykładów. A przecież w przypadku niektórych autorów mowa nie o jednej książce, ale o kilku (do zarobków Mroza śmiało dodałbym więc kilkaset tysięcy złotych), a dodatkowo na przykład Wojciech Chmielarz sam pisał scenariusze do czterech odcinków „Żmijowiska”, co musiało przełożyć się na dodatkowe wynagrodzenie (i mowa tu o kilkunastu-kilkudziesięciu tysiącach za odcinek, wedle średnich cen rynkowych).

Ile natomiast można zarobić, gdy producenci filmów czy seriali kupią prawa do twojej książki?

  • „Sprzedaż praw to około 80-100 tys. złotych”;
  • „Prawa filmowe to przedział od 60 do 80 tys. złotych”;
  • „Sprzedaż praw do ekranizacji to chyba zazwyczaj okolice 100 tys. złotych”;
  • „Jeżeli chodzi o znanych mi autorów, sprzedaż praw do ekranizacji serialowej wynosiła od 60 do 100 tys. złotych. W moim przypadku od sprzedaży praw zależnych (ekranizacje, adaptacje teatralne etc.) trafia do nie 60% kwoty”.

Te procentowe podanie wynagrodzenia wynika z faktu, że niektórzy autorzy i autorki w kwestii sprzedaży praw reprezentują samych siebie i negocjują bezpośrednio, inni natomiast decydują się na współpracę z agencjami, które wprawdzie biorą honorarium, ale też aktywnie zajmują się kontaktami z producentami i zwłaszcza w przypadku mniej znanych twórców mogą być jedyną ścieżką przebicia się do nich.

Spotkania autorskie

Obok sprzedaży samych książek, honorarium za spotkania autorskie to obecnie drugie najpowszechniejsze i najpoważniejsze źródło dochodów pisarzy i pisarek. To stosunkowo nowa sytuacja – praktyką rynkową staje się nie tylko zwracanie kosztów dojazdu i/lub noclegu, ale również płacenie za samo spotkanie. W przypadku moich rozmówców, przyglądając się liczbie takich wydarzeń w ich kalendarzach, można szacować, że mówimy tu nie o „dodatku” do zarobków, ale niezwykle istotnej części rocznego budżetu.

Rzecz jasna, kwota wynagrodzenia bezpośrednio wiąże się z rynkową pozycją autora czy autorki, co znajduje odzwierciedlenie w poniższych informacjach od moich rozmówców i rozmówczyń:

  • „Od 300 zł do 1000 zł za spotkanie (+ zwrot kosztów dojazdu)”;
  • „Za autorskie biorę 1000-1500 zł. Mam tych spotkań od 3 do 5 w miesiącu”;
  • „Za spotkanie autorskie zorganizowane przez bibliotekę mogę liczyć na 500-1000 zł, i zwrot kosztów przejazdu. Bardziej uznani koledzy na co najmniej dwukrotność tych kwot. Jeśli w organizacji spotkania pośredniczy agencja (na rynku działają agencje wyspecjalizowane w organizacji spotkań autorskich), gwarantuje dla siebie 15%”;
  • „Normalnie to są kwoty raczej w okolicach tysiąca złotych, czasem nawet trochę więcej”;
  • „Ostatnia propozycja, jaką mam, to 1200 zł netto”;
  • „Za spotkania biorę 1000 zł netto, plus koszt dojazdu/noclegu”;
  • „500-2000 zł, ale generalnie moja stawka to około 1500 zł”;
  • „300-500 zł”.

Inne

Rynek pracy dla pisarzy nieustannie przy tym ewoluuje, co przekłada się na otwieranie się na nowe możliwości zarobkowania. Spotkania autorskie stają się płatne, nawet jeżeli nie nazywasz się Mróz czy Chmielarz. Producenci sami aktywnie szukają prawd do ekranizacji. Listę „fuch” uzupełniają:

  • „Zlecenie polegające na gruntownej redakcji, właściwie przepisaniu gotowego tekstu (taki pół-ghosting) książki sportowca/celebryty to zwykle 5000-10000 zł”;
  • „Warsztaty to około 2500 zł za pełen kurs pisarski (12h)”;
  • „Blurby na okładkę. Debiutantom lub ludziom, którzy startują, a napisali dobrą książkę, daję czasami za darmo. Ludziom, którzy napisali dobrą książkę, ale jednak są w dobrym wydawnictwie, to za 1000-2000 zł”;
  • „Wypożyczanie biblioteczne – maksymalnie ponad 20 000 zł”;
  • „Stypendia, rezydencje literackie”;
  • „Mniej więcej raz, dwa razy do roku sprzedaję opowiadanie do pisma albo antologii, za 500-1000 złotych”.

Photo by MILKOVÍ on Unsplash.

Next Post

Previous Post

© 2020 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén