Kulturalny Człowiek

Gwiazdy jego przeznaczeniem

Polscy pisarze znowu unoszą wzrok ku gwiazdom i zaczynają snuć opowieści rozgrywające się w kosmicznej pustce. „Niebiańskie pastwiska” Pawła Majki to space opera, jakiej nie powstydziliby się mistrzowie gatunku.

Polacy lubią porównywać rodzime z zagranicznym i z góry faworyzować to drugie, przez co nie brakuje czytelników, którzy z zasady nie czytają prozy tworzonej przez swoich rodaków. Nie inaczej jest na polu fantastyki, gdzie wprawdzie kibicujemy marszowi Andrzeja Sapkowskiego w górę listy bestsellerów „New York Times” i cieszymy się, gdy uznane nazwiska wspominają wpływ Lema na swoją twórczość, generalnie sięgamy jednak po Petera V. Bretta, Trudi Canavan czy Stephena Kinga.

Trochę szkoda, bo polska literatura fantastyczna na tle tej najpopularniejszej, anglosaskiej, wypada więcej niż dobrze – próżno szukać u nas gonienia za modami, kopiowania bestsellerów i schlebiania najniższym czytelniczym gustom, przynajmniej nie na większą skalę. Twórcy wolą eksperymentować, poszukują dla siebie nowych nisz, przez co w kwestii różnorodności form i podgatunków – mimo iż liczbowo nie możemy mierzyć się z Amerykanami czy Brytyjczykami – Polacy zawstydzają swoich zagranicznych kolegów i koleżanki.

W zasadzie brakowało u nas tylko space oper, czyli specyficznego rodzaju fantastyki naukowej, gdzie akcja rozgrywa się w kosmosie, zazwyczaj na ogromną skalę, z udziałem Obcych, do których ludzkość dotarła dzięki wynalazkowi pozwalającemu w miarę szybko pokonywać galaktyczne odległości (w tym momencie często naukowość schodziła na drugi plan, przez co niektórzy fani science fiction traktowali te historie z rezerwą) – koronnymi przykładami są „Gwiezdne wojny” i „Star Trek”.

Kadr z filmu „Star Trek: Nieznane”

W Polsce od czasu do czasu coś się ukazywało, jak „Żałując za jutro” Sebastiana Uznańskiego (rok 2006) czy uhonorowane Nagrodą Janusza A. Zajdla „Kolory sztandarów” Tomasza Kołodziejczyka (1996 rok), otwierające serię o Dominium Solarnym (pozostałe tomy to „Schwytany w światła” i „Głowobójcy”), Polacy jednak nie szaleli na punkcie tego typu opowieści. Symptomem tego jest chociażby fakt, że spośród wszystkich niezwykle popularnych choćby w Stanach autorów space oper nad Wisłą na dobre przebił się w zasadzie tylko David Webber z kilkunastotomową na tę chwilę serią „Honor Harrington”.

Coś się jednak zmienia, czego przykładem choćby zeszłoroczna Nagroda Zajdla, która powędrowała do Michała Cholewy (syna Piotra W. Cholewy, tłumacza m.in. Terry’ego Pratchetta) za powieść „Forta”, czyli space operę właśnie. Ale nie tylko: Rafał Dębski kontynuuje cykl „Rubieże imperium”, Marcin Podlewski rozpoczyna nową serię powieścią „Głębia. Skokowiec”, a Paweł Majka publikuje świetne „Niebiańskie pastwiska”.

Ta ostatnia książka w szczególny sposób jest warta uwagi. Jak jej autor, który przebojem wdarł się do świadomości fanów rodzimej fantastyki. Zaczął od „Pokoju światów”, który przyniósł mu Nagrodę Literacką im. Jerzego Żuławskiego oraz nominacje do Nagrody im. Janusza A. Zajdla i Nagrody „Nowej Fantastyki”.

Kilka miesięcy później opublikował „Dzielnicę obiecaną”, stając się pierwszym Polakiem, który wydał książkę w ramach niezwykle popularnego „Uniwersum Metro 2033”, zarządzanego przez Dmitryja Glukhovsky’ego, autora powieści „Metro 2033” i „Metro 2034”, pozwalającego innym twórcom pisać w swoim postapokaliptycznym świecie. W 2015 r. ukazały się wspomniane, niezwykle obszerne (ponad 700 stron) „Niebiańskie pastwiska”, na ten rok zapowiedziane są zaś „Wojny Przestrzeni”, czyli kontynuacja „Pokoju światów”.
Wszystko to sprawiło, że w bardzo krótkim czasie Paweł Majka awansował z autora kilku dobrze ocenianych opowiadań i ciekawej publicystyki, znanego zagorzałym fanom gatunku, na pozycję wschodzącej gwiazdy, której kolejne projekty są wyczekiwane. „Pastwiska” to potwierdzenie jego talentu.

W space operze chodzi w dużej mierze o rozmach wizji, i jest to coś, czego u Majki nie brakuje. Oto ludzkość za lat bardzo wiele, rozsiana po kosmosie, niepamiętająca nawet, gdzie jest jej kolebka, Ziemia. Potrafimy ulepszać technologicznie nasze ciała, potrafimy przemierzać galaktyczne odległości w mgnieniu oka, przede wszystkim spotkaliśmy zaś bogów. To potoczne określenie – tak naprawdę są to Obcy z innego wszechświata, tak zwanego innoświata, który od dawna współistniał z naszym, a którego mieszkańcy byli uśpieni.

Echami ich istnienia miały być duchy, a prób kontaktu – rzekomi szaleńcy, ludzie twierdzący, że są medium. Teraz wiemy, że życie po śmierci istnieje, że przed naszymi oczami ukryty jest zupełnie inny wymiar, zamieszkały przez rozumne istoty, które my przebudziliśmy, a z którymi obecnie współistniejemy (ludzie zawierają z bogami kontrakty i po śmierci trafiają do ich Domów – bóstwo jest „zasilane” duszami, a człowiek otrzymuje niejako drugie życie w Raju własnego wytworu). Ten mariaż fantastyki naukowej z pozornym mistycyzmem (są bogowie, są zaświaty, a nawet świętych obcowanie, ale inne, niż to sobie wyobrażaliśmy) wypada niezwykle, dodatkowo poszerza i tak już bogaty wszechświat Majki.

Wszechświat spalany wojną, jakiej ludzkość nigdy wcześniej nie widziała, a którą my obserwujemy z najróżniejszy perspektyw: od szeregowych żołnierzy, wchodzących w skład Legionów Obywatelskich, poprzez szpiegów i polityków, dziennikarzy, aż po dowództwo sił zbrojnych i samego cesarza Wspólnych Przestrzeni. W tym objawia się największy talent Pawła Majki: bohaterów tu nie mniej niż w „Grze o tron”, punktów widzenia chyba jeszcze więcej, akcja skacze od postaci do postaci, pomiędzy najróżniejszymi lokacjami, wszędzie spiski, mniejsze i większe konflikty, zmiany stronnictw, fabuła rozwija się w dwóch wszechświatach, a mimo to czytelnik w tym się nie gubi.

To aż dziwne, bo w „Niebiańskich pastwiskach” dzieje się naprawdę dużo – jak na prozę rozrywkową natłok informacji jest porażający. Majka co chwila rzuca w nas nowymi pomysłami, poszerza swoją wizję i prowadzi nas głębiej w ten niezwykły świat, a mimo to opasłe tomiszcze czyta się jednym tchem. Widać w tym rękę autora doskonale panującego nad ogromną historią, świetnie prowadzącego postaci, potrafiącego bardzo dobrze „montować” fabułę i umiejętnie przeskakiwać z wątku na wątek.

Ze światowych twórców Pawłowi Majce najbliżej chyba do Paula J. McAuleya, który w swoich space operach (m.in. „Cichej wojnie) stawia na warstwę naukową. Obaj tworzą w pierwszej kolejności historie rozrywkowe, nie idą jednak na skróty, nie upraszczają ich i wolą dać czytelnikowi więcej treści, niż podać rozwodnioną papkę o walkach wielkich statków w kosmicznej pustce. W „Niebiańskich pastwiskach” efektem owego zagęszczenia treści jest fakt, iż cała historia zamyka się w tej jednej książce, co stanowi rzadkość na polu space opery, a dziwić może tym bardziej, że w książce Majki wątków i pomysłów starczyłoby na kilka tomów. Z korzyścią dla czytelnika autor się jednak nie rozdrabniał.

Dlatego „Pastwiska” to publikacja wyjątkowa, wyróżniająca się, nawet jeżeli postawić ją w jednym szeregu z dziełami Anglosasów, jak Alastair Reynolds, James S.A. Corey czy Peter F. Hamilton. Jeszcze większe powieść robi zaś wrażenie, gdy wie się, że „Niebiańskie pastwiska”, to tak naprawdę pierwsza książka Majki – wprawdzie wydana jako trzecia, ale napisana przed „Pokojem światów” i „Dzielnicą obiecaną”.

Next Post

Previous Post

© 2020 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén