Kulturalny Człowiek

Cała Polska w jednym komiksie

Jacek Świdziński w komiksie „Powstanie. Film narodowym” rysuje Polskę kreską absurdu, która jednak tylko wzmacnia obnażane przez autora nasze narodowe obsesje i przywary. Nie ma co bać się tego stwierdzenia: oto arcydzieło satyry i jeden z najlepszych obrazów współczesnej Polski, jaki stworzyła kultura.

Jeszcze nigdy tak wiele nie zostało przekazane w tak oszczędnej formie, przez tak nielicznego – chciałby się rzec, by podsumować to, czego dokonał Świdziński. Jego „Powstanie” to nie tyle komiks, co esencja jego formy, bo te rysunki są więcej niż oszczędne, ot czarna kreska na białym tle, tworząca kształty-symbole, a nie oddająca realizm, a do tego trochę literek, niedużo, niekiedy wcale. Forma ta okazała się jednak dla satyry idealną, bo jednocześnie odrywa ją od rzeczywistości i przez to do niej przybliża – każda postać jest tu nie kimś, bo nie przypomina żadnej konkretnej osoby, żadnego polityka czy odgrywającego go aktora, ale jest nimi wszystkimi: wszystkimi polskimi politykami, wszystkimi aktorami, wszystkimi urzędnikami, paniami od PRu, księgowymi i stażystami na śmieciówkach. (Wyjątkiem Spielberg, który przypomina siebie, ale on akurat jest tu wymieniony z nazwiska, można powiedzieć – występuje gościnnie w komiksie). „Powstanie. Film narodowy” jest więc komiksem nie o konkretnych ludziach, ale o Polsce. Nurza się Świdziński w polityce, w zwyczajach urzędników, pisze o absolwentach filmówki, o crowdfoundingu, o śmieciówkach i artystach w ogóle, a w tym wszystkim przemyca treści dotyczące naszej codzienności, bo przecież to, że coś przydarza się stażyście na planie filmu narodowego nie znaczy, że nie przydarza się też nam, a księgowość to w ogóle jest wszędzie taka sama.

Prostota formy jest przy tym wszystkim złudna – patrząc na rysunki, każdy może pomyśleć, że rysować jak Świdziński to nic trudnego – bo ten komiks to nie sekwencja statycznych jedno- czy dwukadrowych memów, a doskonale zaplanowana historia, w której układ kadrów i ich „tempo”, czyli to, jak odsłaniają kolejne informacje, wspólnie z dialogami budują przekaz.

Prawdziwie błysnął Świdziński natomiast w dialogach, bo udało mu się w nich uchwycić tę ulotną równowagę między czymś tak absurdalnym, że bawi do łez, a jednocześnie tak zakorzenionym w rzeczywistości, tak doskonale oddającym język, jakim posługują się politycy, filmowcy, urzędnicy czy innego grupy społeczne, że nie sposób stwierdzić, co mogłoby być cytatem, a co zrodziło się w całości w głowie autora.

Tym właśnie jest „Powstanie” – cienką kreską na granicy między karykaturą a cytatem, prawdą odrysowaną satyrą, tym mocniej uderzającą, że pozbawioną szumu realizmu. Nie dałoby się tej historii opowiedzieć tak dobrze ani w formie prozy, ani w filmie, bo przekaz ten najlepiej działa właśnie w formie ekstraktu.

Do tych, którzy od lat szukali świetnej polskiej komedii, wzdychając do klasyki rodzimego kina sprzed lat, obśmiewającego absurdy komunizmu: Oto jest. Nie szukajcie dalej.

Next Post

Previous Post

© 2019 Marcin Zwierzchowski

Theme by Anders Norén